Atut własnego boiska.
Na pierwszy mecz turniejowy z Podbeskidziem byliśmy dobrze nastawieni. Próbowaliśmy grać „swoją grę”, ale robiliśmy to niedokładnie i dobrze zorganizowany przeciwnik wykorzystał nasze błędy. Dość szybko straciliśmy trzy bramki. Otrząsnęliśmy się z początkowej niemocy i zaczęliśmy grać lepiej i odważniej. Tworzyliśmy sytuacje bramkowe, których nie potrafiliśmy przełożyć na gola. Zyskaliśmy więcej pewności siebie, ale to Bielszczanie podwyższyli wynik i wygrali ostatecznie 4:0.
Drugi mecz nie poszedł po naszej myśli. Mnogość błędów w rozegraniu piłki pod swoją bramką przełożyła się na dużą ilość straconych bramek. Odpowiedzieliśmy tylko jednym trafieniem. Bynajmniej nasze boisko naturalne nie było atutem. Przegrywamy wysoko 7:1.
W ostatnim meczu bez kompleksów podeszliśmy do przeciwnika. Swoją dobrą grę pieczętujemy trzema bramkami i wydaje się, że mamy mecz pod kontrolą. Od tego momentu w nasze poczynania wkradają się błędy a przeciwnik zyskuje determinację. Gwarek strzela nam dwa gole i dąży do wyrównania. Gdyby jedna z kilku kontr została lepiej sfinalizowana, spokojnie czekalibyśmy na końcowy gwizdek. O wynik musieliśmy drżeć do końca. Mecz kończymy zwycięstwem 3:2, ale samej gry w turnieju nie możemy zaliczyć do topowych. Stać nas na pewno na dużo więcej.