Blisko, ale ciężko.
Z każdego turnieju wojewódzkiego wracaliśmy ze zdobyczą punktową. Podobnie było i teraz. Pierwszy mecz to pojedynek z Juwentusem Piekary Śląskie. Wynik falował raz na jedną, raz na drugą stronę. Błędy w wyprowadzaniu piłki spod własnej bramki skutkowały stratą goli. Jak udało się minąć pressing przeciwnika, to tworzyliśmy sobie dobre sytuacje strzeleckie. W końcówce to my pokazujemy więcej jakości i wygrywamy 5:4 z trudnym przeciwnikiem.
W drugim meczu mierzyliśmy się z gospodarzem – Rozwojem Katowice. Niezły początek w naszym wykonaniu poskutkował prowadzeniem 3:2. Mecz był wyrównany. Każdy zespół miał swoje okazje do zdobycia bramek. Tym razem niedokładne podania w środku pola przełożyły się na bramki dla przeciwnika, na które nie potrafiliśmy odpowiedzieć. Przegrywamy 7:5, ale mamy poczucie, że Rozwój był spokojnie w naszym zasięgu.
Ostatni mecz z GKS Katowice był najlepszy w naszym wykonaniu. Zaczęliśmy od zdobycia bramki. Katowiczanie podkręcili tempo i strzelili nam dwa gole. Mecz się wyrównał i walka wręcz toczyła się na całym boisku. Przed stratą kolejnych bramek uchroniła nas dobra postawa obrońców oraz naszego bramkarza Janka Margańskiego, który debiutował w turnieju wojewódzkim. Jego wprowadzenia piłki do gry dawały nam bezpośrednią możliwość zdobycia bramki. Szkoda szczególnie sytuacji dwóch na bramkarza i dwukrotnie dwóch na jednego obrońcę. Bramka na remis dała by nam więcej wiary i dodała sił w trudnej końcówce. Naszą niemoc strzelecką wykorzystał Filip Pakulski, który jeszcze parę miesięcy temu reprezentował barwy Unii. Przegrywamy 3:1, ale do domu wracamy z podniesioną głową.